Artykuły Zdrowie

Dorota Gudaniec – „matka medycznej marihuany”

Dorota Gudaniec

Dorota Gudaniec – dla Maxa jest ukochaną mamą, dla rodziców dzieci chorych na padaczkę bohaterką. Siły oraz determinacji w dążeniu do celu można jej tylko zazdrościć. O sobie mówi, że jest pracoholiczką, nie potrafiącą nic nie robić. Zapewne dlatego nie spoczywa na laurach i cały czas działa. Jej motorem napędowym jest Max. To z myślą o nim założyła fundację Krok Po Kroku oraz Centrum Terapeutyczne Max Hemp. 

Kim jest Dorota Gudaniec?

Znalezione obrazy dla zapytania dorota gudaniec

Dorota Gudaniec to mama Maxa – pierwszego w Polsce pacjenta leczonego legalnie medyczną marihuaną. I chociaż jest rodzicem dziecka niepełnosprawnego, to znajduje czas na prowadzenie Fundacji Krok Po Kroku oraz Centrum Terapeutycznego Max Hemp. Aktywnie uczestniczy w życiu publicznym, biorąc udział w różnych konferencjach. Sama także organizuje konferencje oraz spotkania, na których dzieli się swoimi doświadczeniami oraz udziela wsparcia potrzebującym.

Jestem typem zadaniowca, więc staram się brać sprawy w swoje ręce. Głęboko wierzę w to, że każdy człowiek ma coś do zrobienia. (…) Jestem też pracoholikiem, nie potrafiłabym siedzieć w miejscu i nic nie robić. A tak z trzeciej strony, to ja zwyczajnie kocham ludzi. Lubię pomagać, dzielić się tym co robię.

Dorota Mirska w Całej prawdzie o medycznej marihuanie pisze o niej „matka groźniejsza niż armia”. Dorota Gudaniec zgadza się tym, że jest groźniejsza niż armia, ale nie w znaczeniu dosłownym.  Mama Maxa głęboko wierzy w siłę miłości. To właśnie ona jest jej bronią oraz narzędziem, którego używa do walki z systemem. Jako pacyfistka ceni spokój i nie znosi przemocy. O jej pokojowym nastawieniu świadczy także to, że w przeszłości była hipiską.

Niektórzy mówią o niej również „matka medycznej marihuany”, ponieważ w dużej mierze to dzięki niej możemy cieszyć się dziś ustawą legalizującą dostęp do medycznej marihuany. Natomiast ona sama pyta, gdzie jest ojciec oraz reszta rodziny, skoro ona jest matką? I chociaż nie zabiegała o łatkę „matki medycznej marihuany”, to określenie to wywołuje na jej twarzy uśmiech. Świadczy ono o docenieniu jej działań.

Centrum Terapeutyczne Max Hemp

Znalezione obrazy dla zapytania pałac w jędrzychowicach

Centrum Terapeutyczne Max Hemp mieści się w klasycystycznym pałacu w Jędrzychowicach. Zarówno przestrzeń dookoła pałacu jak i jego wnętrze zachwycają. I chociaż pałac jest dość sporych rozmiarów (1070m²), to panuje w nim kameralna atmosfera, która działa uspokajająco na zestresowanych wizytą pacjentów.

Do dyspozycji osób odwiedzających Centrum jest poczekalnia, salon z bilardem, w którym znajdziemy stolik z kawą i herbatą oraz biblioteka z bogatym księgozbiorem. Nie brakuje również gabinetów zabiegowych oraz lekarskich. Osoby przyjeżdżające z daleka mające problem z powrotem mają możliwość skorzystania z komfortowej bazy noclegowej w pałacu.

W Centrum Terapeutycznym działa również Punkt Informacji Konopnej, w którym zainteresowani leczeniem konopiami otrzymają – nieodpłatnie i niezobowiązująco – sporą dawkę wiedzy na temat ich właściwości medycznych. Informacji udzielają doświadczeni praktycy m.in Dorota Gudaniec, Paulina Janowicz, Katarzyna Łagoda czy Michał Pastuch – absolwent studiów medycznych. Ci, którzy chcą skorzystać z pomocy PIK, muszą przygotować się jednak na to, że osoby pracujące tam nie leczą ani nie diagnozują, lecz jedynie (albo aż) dzielą się swoimi doświadczeniami oraz wciąż zdobywaną wiedzą.

Jak powstało Centrum Terapeutyczne Max Hemp?

Dorota Gudaniec dzieliła się swoją wiedzą na temat konopi jeszcze przed założeniem Centrum. W swoim domu przyjmowała ludzi przyjeżdżających do niej po rady oraz pomoc. Wśród nich była także kobieta zajmująca się rehabilitacją Maxa, której ojciec mierzył się z rakiem żołądka. Kobieta chciała wypróbować ekstrakt z konopi siewnych, zwany potocznie olejem z CBD. Pani Dorota już na samym wstępie poinformowała ją, że olej CBD może nie zadziałać, gdy choroba jest tak zaawansowana

Ona jednak stwierdziła, że chce mieć taką świadomość, że po prostu zrobiła wszystko co było możliwe. Efekt był taki, że tata według lekarzy miał od 2 do 3 tygodni życia, a wyszedł ze szpitala i przeżył 7 miesięcy.

Ojcu rehabilitantki dzięki ekstraktom z CBD udało się zyskać kilka dodatkowych miesięcy życia. Podczas jednej z rozmów wyznał, że marzy o tym, aby powstało miejsce, w którym ludzie będą mieli tak wspaniałą opiekę, jaką otrzymał on sam.

Kilka dni po pogrzebie u Doroty Gudaniec pojawiła się jego córka i zabrała ją na wycieczkę. Miejscem docelowym wycieczki – jak możemy się domyślać – był pałac w Jędrzychowie. Dorocie Gudaniec złożono wówczas propozycję stworzenia w tym miejscu ośrodka. I chociaż początkowo odmówiła, to po namyśle zdecydowała się podjąć wyzwanie.

Działalność Centrum Terapeutycznego Max Hemp

Dlaczego Dorota Gudaniec zdecydowała się otworzyć Centrum Terapeutyczne Max Hemp?

Zawsze chciałam stworzyć takie miejsce, w którym ludzie przede wszystkim będą mieli dostęp do rzetelnej wiedzy. Gdzie nie będzie handlowania nadzieją, gdzie za pewnym produktem idzie zarówno filozofia, wsparcie, opieka jak i realna próba rozwiązania problemów. To gwarantuje tylko kameralna atmosfera, brak pośpiechu oraz holistyczne spojrzenie na pacjenta jako całość

Centrum Terapeutyczne Max Hemp działa według określonych zasad. Jedna z nich mówi o tym, że konsultacje muszą trwać co najmniej godzinę.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której człowiek balansujący na krawędzi życia i śmierci, był załatwiany tak jak w NFZ przez 7 czy 15 minut.

Dorota Gudaniec z własnego doświadczenia zna strach jaki towarzyszy rodzicom dzieci chorych na padaczkę. Zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne jest wsparcie zarówno psychiczne jak i fizyczne w postaci dostarczenia sprawdzonych informacji na dany temat. Gdy pierwszy raz podawała konopie Maxowi była tak samo przerażona jak rodzice przyjeżdżający do niej dzisiaj. Jednak z czasem gdy zaczęła zgłębiać wiedzę o konopiach i  jednocześnie dostrzegać poprawę stanu zdrowia syna, strach zaczął stopniowo ustępować miejsca szczęściu spowodowanym odnalezieniem leku, który w końcu był skuteczny.

Centrum cały czas rozwija swoją działalność. Kuracje prowadzone w nim nie ograniczają się tylko do konopi, które co prawda posiadają mnóstwo właściwości medycznych, ale nie są panaceum. Na osoby odwiedzające ośrodek czekają również terapie takie jak: ozonoterapia, kroplówki witaminowe biorezonans czy leczenie ran.

Staramy się naprowadzić pacjenta na zdrowe tory. Wytłumaczyć mu dlaczego gluten może szkodzić, dlaczego nadmiar cukru jest niekorzystny, dlaczego trzeba zmienić sposób odżywiania.

Na pytanie z jakimi schorzeniami przyjeżdżają pacjenci Dorota Gudaniec odpowiada, że najczęściej są to choroby o podłożu neurologicznym, onkologicznym oraz immunologicznym.

I chociaż Centrum zlokalizowane jest na uboczu, w małej miejscowości nieopodal Wrocławia, to cieszy się ono popularnością. Przez ponad dwa lata odwiedziło je przeszło 7000 osób z różnych stron Polski oraz świata. Do ośrodka w Jędrzychowicach przyjeżdżają chorzy m.in. z Hiszpanii, Niemiec, Holandii, Litwy, Ukrainy czy Białorusi. Najdalszy pacjent Max Hemp pochodził ze Stanów Zjednoczonych. Oczywiście, głównym celem jego wizyty w Polsce nie była wizyta w Centrum, ale będąc w Polsce postanowił skorzystać z okazji oraz odwiedzić je.

Fundacja Krok Po Kroku

 

Podobny obraz

 

Fundacja Krok Po Kroku działa w Oławie nieprzerwanie od 8 lat. Jej celem jest wsparcie osób niepełnosprawnych oraz ich rodzin. Jej założycielką jest Dorota Gudaniec. Gdy w 2009 roku została matką dziecka niepełnosprawnego szukała pomocy oraz wsparcia. Niestety, nie znalazła go. Postanowiła zatem stworzyć miejsce, w którym ona, jej syn oraz osoby niepełnosprawne będą mogły je znaleźć.

Fundacja Krok Po Kroku rozwija się wraz z Maxem. To on w dużej mierze ma wpływ na jej funkcjonowanie. Nie ma w tym nic zaskakującego, ponieważ to właśnie Max jest powodem, dla którego w ogóle powstała.

Na terenie fundacji działa m.in Ośrodek Rewalidacyjny (odpowiednik szkoły dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną) oraz świetlica dla dorosłych podopiecznych. Obecnie głównym celem jest stworzenie Wioski Integracyjnej, czyli miejsca, w którym osoby z deficytami zdrowotnymi będą mogły razem mieszkać, rozwijać się, kształcić oraz tworzyć społeczność.

Fundacja angażuje się także w działania na rzecz medycznej marihuany. Niedawno była ona – już po raz 6 – organizatorem konferencji „Medyczna marihuana w teorii i praktyce”. Hasłem przewodnim ostatniej edycji była „Praktyka stosowania marihuany w terapii padaczki. Prelegenci biorący w niej udział, przyjechali z różnych stron świata, m.in z Izraela, USA, Hiszpanii, Słowenii oraz Czech.

Novum podczas konferencji było zorganizowanie konsylium, podczas którego najlepsi  światowi specjaliści analizowali skomplikowane przypadki 4 pacajentów zmagających się z problemami neurologicznymi, nad którymi polscy lekarze rozkładali ręce. I chociaż podczas konsylium udało się ustalić pewien sposób leczenia, to na odpowiedź czy okaże się on skuteczny, musimy poczekać.

I choć konferencja ta odbyła się całkiem niedawno (w maju), to Dorota Gudaniec nie zwalnia tempa. Na listopad planuje kolejną, tym razem poświęconą opiece paliatywnej i leczeniu bólu.

Sytuacja medycznej marihuany w Polsce okiem Doroty Gudaniec

Ustawa regulująca dostęp do medycznej marihuany – to „głęboko niepełnosprawne dziecko”

Obecny kształt ustawy regulujący dostęp do medycznej marihuany nie zapewnia możliwości korzystania z niej w sposób zadowalający. Zdaniem Doroty Gudaniec, politycy uchwalający ustawę, nie kierowali się dobrem pacjentów, lecz dobrem własnym, licząc na korzyści marketingowe. O ustawie mówi, że jest jak „głęboko niepełnosprawne dziecko

Nie mamy upraw narodowych, nie mamy możliwości badania, nie mamy możliwości refundacji, więc tak naprawdę w moim odczuciu jest to chwyt marketingowy. Coś wam dajemy, ale tak wam dajemy, abyście przypadkiem nie mogli z tego skorzystać.

Obowiązująca ustawa, która reguluje dostęp do medycznej marihuany w znacznym stopniu odbiega od swojego pierwowzoru – czyli projektu Koalicji Medycznej Marihuany złożonego w sejmie przez posła Piotra Liroya-Marca. Projekt stworzony przez Koalicję uwzględniał  refundację oraz polskie uprawy konopi, dzięki którym dostęp do lekarstw na ich bazie nie byłby utrudniony w takim stopniu jak dzisiaj, a sama terapia nie byłaby tak kosztowna.

Poza tym w projekcie Koalicji była mowa także o badaniach naukowych oraz o stworzeniu szkoleń dla lekarzy oraz pacjentów. Konieczność zorganizowania tego rodzaju kursów wydaje się być oczywistą oczywistością. Jaki jest sens tworzenia możliwości przepisania recepty na lek, którego działanie zna tak niewielu lekarzy? Nie trzeba być geniuszem, aby przewidzieć, że lekarze niezaznajomieni z właściwościami konopi w obawie zarówno o zdrowie pacjenta jak i swoją reputację nie będą wystawiać recept na specyfiki konopne.

Na szczęście, sytuacja ta stopniowo zaczyna się zmieniać. Według Doroty Gudaniec kluczem do odniesienia sukcesu na tym polu jest edukacja.

Wcześniej lekarze z dużą dozą ostrożności podchodzili do specyfików konopnych. Teraz ostrożność ta powoli przeradza się w zainteresowanie oraz akceptację. Dowodem na to jest m.in niedawno zorganizowana przez fundację Krok Po Kroku konferencja „Medyczna Marihuana w teorii i praktyce”. Udział w pierwszej konferencji wzięło oficjalnie tylko 2 lekarzy. Natomiast na ostatniej lekarze stanowili aż 60% uczestników.

Niestety, do zmian w postrzeganiu konopi dochodzi bardzo powoli. Nadal osoby chcące leczyć się marihuaną nierzadko spotykają się z niechęcią oraz ostracyzmem w środowisku medycznym. I chociaż ilość lekarzy zainteresowanych właściwościami konopi stopniowo się zwiększa, to nadal jest to kropla w morzu potrzeb.

Zostaw komentarz

Twoj email nie zostanie opublikowany.

Podobne artykuły