Holenderskie coffee shopy – jak to wygląda? | CNBS.pl - Zielone źródło informacji | Marihuana i Konopie

  • Drukuj
  • Twitter
  • Wykop
  • Facebook

Holenderskie coffee shopy – jak to wygląda?

Coffeshopy w Holandii

Nie każdy miłośnik cannabisu w nadwiślańskim kraju miał okazję zobaczyć jak naprawdę wyglądają typowe holenderskie coffee shopy. Sam miałem niewątpliwą przyjemność zwiedzić kilka. Postaram się opisać je jak najwierniej.

Klasyczny holenderski coffee shop to miejsce, w którym ludzie relaksują się po męczącym dniu w pracy, odbywają spotkania towarzyskie, a dla niektórych to zwykły sklep, w którym tylko uzupełniają zapasy swoich ulubionych gatunków konopii. Sprzedaje się głównie susz, jednak ‘kofiki’ oferują dużo szerszą gamę produktów – kostki haszyszu, czekoladowe ciasteczka z haszem itp. Polscy amatorzy gandzi mogą tylko pomarzyć o takim asortymencie, szczególnie że nawet mały kofik ma w ofercie kilka gatunków cannabisu – „White Widow”, „Jack Harrer”, „Amnezja”, „Bubblegum”, „Lemon Haze”, „AK 47” i wiele innych – im lepszy coffee shop, tym szerszy wybór. Tak samo wygląda sprawa haszyszu – wybór jest duży, smak i efekty różne. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Coffee shopy to nie są typowe sklepy. Bliżej im do klubo-kawiarni. „Indian” w Eindhoven, urządzony w nowoczesnym stylu, ma do zaoferowania billard, telewizory plazmowe, wygodne kanapy. Każdy gram jest odmierzany na oczach klienta, a kolejne gatunki konopii są zamykane w szczelnych pojemnikach. Możemy kupić gotowego ‘lolka’, który wcześniej został skręcony przez pracownika kofika. Jeśli jednak wolimy zrobić go własnoręcznie, za darmo do dyspozycji klientów jest beznikotynowy tytoń, bletki i tipy. Amatorów palenia jointów można znaleźć w niemal każdej grupie społecznej, za sprawą czego możemy tutaj spotkać zarówno szykownego, ułożonego starszego pana, jak i młodych, pełnych energii i wigoru Holendrów (lub Polaków ;) ).

„The Hobbit” w miasteczku Weert był pierwszym coffee shopem, który miałem okazję odwiedzić. Wystrój różni się zdecydowanie od „Indiany” – ciepłe światło, przytulny wystrój oraz spokojna atmosfera sprawiają, że człowiek wcale nie ma ochoty opuszczać tego miejsca. Sympatyczna obsługa, spokojna muzyka w tle. Osobne, niewielkie pomieszczenie przeznaczone do palenia wcześniej zakupionego suszu, sprzyja nawiązywaniu sympatycznych relacji z innymi klientami. Poza podstawowym asortymentem, znajdziemy tutaj na przykład kunsztownie rzeźbione, drewniane fajki. Polecam to miejsce każdemu, kto chciałby się zrelaksować w naprawdę dobrym klimacie. Dodam tylko, że zachęca również uśmiech słynnej już w Weert „sprzedawczyni w okularach”.

Na koniec wisienka na torcie – „The Bulldog Lounge”, czyli Amsterdam w najlepszym wydaniu. Ogromny asortyment, wystrój – brązowa skóra i ciemnozielone ściany, a do tego wypełniające wszystko wokół uczucie luzu – istna rewelacja. Bardzo przyjazne miejsce, przy tym wyraźnie odczuwa się fakt, że to nie byle jaki lokal. Po dobrym lolku czy kawie, możemy znaleźć dla siebie jakąś pamiątkę – od nieśmiertelników, przez kubki czy czapki, a nawet koszulki. Ceny, jak przystało na stolicę kraju, są nieco wyższe, ale naprawdę nieznacznie. Dla porównania w „Hobbicie” gram amnezji uszczupli nasz portfel o 11 euro, w Bulldogu zaś o dwa euro więcej. To miejsce, do którego chce się wracać. Nawet popularny Ali G (Sasha Baron Cohen, który wcielił się również w postać Borata czy Bruno) podczas swej wizyty w stolicy Holandii, wybrał dokładnie te miejsce do przeprowadzenia wywiadu:

YouTube Preview Image

A Wy? Zwiedziliście jakieś coffee shopy? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach.

Reklama:

Zobacz również:




Komentarze (2):

  1. fdsfdsfds pisze:

    fuuuj receptory gaba niszczy marihuana

  2. Tha Truth pisze:

    11 Euro w tanim coffie, a 13 w buldogu za amnezje ?

    To idz lepiej do Cheek&Chong gdzie masz silver haze, northern lighta oraz white widow w ilosci 1,6g za 10 max 12 euro.

    Nie mowiac juz o najlepszym Blue Lagoon, w ktorym 1,1g White widow kosztuje 5,5 euro a 6stke cheesy, ktory na twoich oczach jest wyciagany z pudełka, obcinany z najmniejszego ‘patyczka” (fluffy weed only) i dopiero wrzucany na wage.

    Z 1 worka cheesy/ww wyjdzie spokojnie 2 czyste blanty po 0,55g.

    Dodatkowo polecam Huntera (duzo odmian), jakis na Dam Square (jest tam odmiana Lavender, wszystko na fioletowo), no i oczywiscie sheriff z przemiłym, napompowanym (chyba ze 130kg wazy, taki byk) czarnym „weed sellerem”.
    2 godziny gadaliśmy o tym, dlaczego nie wrocil by juz spowrotem do włoch z holandii, bo to „najnormalniejszy” i najbardziej demokratyczny kraj UE, a nie jakieś chore jazdy za wbitkę palenia etc…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Przeczytaj inne:
Zamknij